Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie (część 1)

Po atrakcjach związanych z pokonywaniem Pogórza Dynowskiego (o których przeczytasz TUTAJ), przyszedł czas na drugi odcinek wyprawy przez niebieski Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie. Rozsiądź się wygodnie, zaparz kawę lub herbatę i rozkoszuj się naszym przedzieraniem przez zdecydowanie NAJBARDZIEJ HARDKOROWY odcinek szlaku Rzeszów – Grybów. Co nie zmienia faktu, że piękny i pełen wyjątkowych miejsc!


Przeczytaj również: Szlak Karpacki – najdzikszy szlak w Polsce


Niebieski Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie – dzień 3

Trzeciego dnia wędrówki wstajemy dosyć wcześnie, gdyż prognozy po raz kolejny straszą popołudniowymi burzami. Przygodę z Pogórzem Przemyskim rozpoczynamy pokonaniem Sanu i podejściem na punkt widokowy nad Dynowem. Bardzo przyjemne miejsce! Jest altanka, miejsce na ognisko i, przede wszystkim, piękny widok na miasto z ponad 600-letnią historią. Spokojnie można tutaj myśleć o noclegu, choć z doświadczenia wiemy, żeby lepiej nie robić tego w weekend. Możemy wtedy naciąć się na imprezę miejscowych 🙂

Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie
Miejsce na ognisko z widokiem na Dynów

Posileni wspaniałymi widokami na Pogórze Dynowskie, ruszamy dalej. Jeszcze nie wiemy, że ten dzień będzie obfitował w gubienie szlaku, przedzieranie się przez zarośla, ubłocone ścieżki lub ich zupełny brak. Pomni jednak dnia poprzedniego, już od początku zakładamy stuptuty i maszerujemy przed siebie – co ma być, to będzie!

Początkowy odcinek do Dylągowej jest całkiem znośny – co prawda mocno ubłocony, ale przynajmniej jest szeroka droga. Potem dochodzi nieco zarośli, ale naprawdę jest jeszcze całkiem, całkiem. Przed zdobyciem szczytu Pasieki (451 m n.p.m.) spotykamy nieoczekiwanie tabliczkę z ostrzeżeniem przed spotkaniem z niedźwiedziem. Nasza wiedza zatrzymała się na tym, że niedźwiedzie w tych rejonach żyją jedynie w Bieszczadach. Oooo, jak bardzo się myliliśmy! Miejscowi uświadomili nas, że misie mają się na tyle dobrze, iż terytorium ich występowania stale się powiększa – ponoć pojawiają się już nawet pod Tarnowem!

Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie
Panie misiu, gdzie pan jest?

No cóż, misie, nie misie, trzeba iść dalej. Po Pasiekach docieramy do drogi asfaltowej, która biegnie obok odwiertu Dylągowa I – miejsca, gdzie od 2019 wydobywa się gaz ziemny. Tak, tak – okolice Przemyśla to prawdziwa „gazowa żyła złota” – wydobywany tutaj surowiec należy do jednego z najczystszych, o 99% zawartości metanu.

W poszukiwaniu zaginionego szlaku

Jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się na przejście Szlaku Karpackiego, będziesz zapewne korzystać z map w telefonie. I tutaj ważna nauka, którą zdobyliśmy po raz pierwszy właśnie za Dylągową – nie wierz ślepo w to, jak szlak przedstawiony jest w apce. My korzystaliśmy z Mapy Turystycznej i mapy.cz, ale to nie ma większego znaczenia – praktycznie wszystkie tego typu aplikacje korzystają z tych samych danych.

Co do konkretnych przykładów – według informacji w apce, szlak omija szczyt Kruszelnica (500 m n.p.m.). Natomiast według oznakowania, które jednak w tych rejonach jest często szczątkowe, na skrzyżowaniu pod szczytem Urbańsk (454 m n.p.m.) należy odbić właśnie na Kruszelnicę. My jednak decydujemy się na pójście za szlakiem z aplikacji – tym bardziej, że droga wydaje się szeroka i pewna.

Taka też jest – na początku. Po pewnym czasie jednak zaczyna skręcać, zanikać i zupełnie przestaje się zgadzać z tym, co pokazuje nam telefon. Skutkuje to kluczeniem, przedzieraniem się przez krzaki, pokonywaniem strumienia na dziko i wchodzeniem stromym zboczem. Zdecydowanie nie polecamy – strata czasu i mnóstwa energii. Ale za to jaka radość, gdy nagle dostrzegamy jakąś starą i zarośniętą ścieżkę! Z jej pomocą wracamy na szlak i docieramy do Pracówki – przysiółka Piątkowej.

Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie
Kościół w Piątkowej w otoczeniu natury

Kolejne zabawy z zaroślami i błotem

I tam znowu niespodzianka od szlaku pokazanego w apce. Ten nakazuje nam iść kawałek w kierunku Żohatyna i pokonać rzekę Jawornik w miejscu, gdzie… nie ma żadnego mostka. Prawdziwy szlak biegnie w przeciwnym kierunku i po przejściu rzeki skręca w prawo. Mijamy klimatyczny domek i… zabawa zaczyna się od nowa. Jedno wielkie błocko, spotęgowane jazdą ciężkiego sprzętu – prawdopodobnie zwózka drewna. Do tego oznakowanie szlaku znowu jest tutaj dobrem luksusowym, a aplikacja nie pomaga. Przed wzniesieniem Bosaczka proponuje nam obejście szczytu lewą stroną – my jednak, pomni wcześniejszych oszukaństw, pilnujemy fizycznego szlaku, który obchodzi górkę ze strony prawej.

Nad Kotowem wychodzimy z zarośli i docieramy na piękne polany – które na dodatek częściowo są wykoszone i posiadają suche miejsca! Taka miejscówka zasługuje na chwilę odpoczynku i napawania się widokiem. Nasze buty i stuptuty są już mocno styrane, a przed nami dzisiaj jeszcze sporo chodzenia. Zamierzamy dojść do wioski Huta Brzuska, a to wciąż jakieś 10 kilometrów.

Stuptuty
Stuptuty i spodnie po raptem 3 dniach wędrówki

Po zdobyciu Kamiennej Góry (477 m n.p.m.) naszym oczom nagle ukazuje się prawdziwa autostrada – szeroka i sucha droga szutrowa, która wobec wcześniejszych dżungli i mokradeł jest dla nas zwyczajnie czymś wspaniałym! Niestety, zaczyna kropić, a prognozy są bezlitosne – zbliża się burza. Przyspieszamy więc kroku i, bardzo niechętnie, pod Piaskową, schodzimy razem ze szlakiem z naszej autostradki. Naszym celem jest wieś Sufczyna. I tutaj znowu, co za niespodzianka! gubimy szlak i idziemy na azymut – apka również nie pomaga i sugeruje nam przedzieranie się przez zarośla.

Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie, codziennie mamy tu błysk za błyskiem

Po pokonaniu lasu i zupełnie zarośniętej polany, udaje nam się dotrzeć do w miarę ogarniętej drogi. Tam, na słupie, wita nas wesoło niebieski szlak – miło nam, że czasami jednak się pojawia; szkoda jedynie, że zazwyczaj nie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny 😀 Aby dojść do Sufczyny, należy pokonać potok Stupnica. Patrząc po krajobrazie dookoła, chyba mamy szczęście, że most się ostał. Wyrwane drzewa, naniesiony muł, woda wciąż stojąca na pobliskich polach – tutaj też powódź zostawiła swój ślad. Widać to również w samej wiosce, gdzie na części domów wyraźnie widać linię wody – tak gdzieś w okolicy pierwszego piętra!

Patrząc na pogarszającą się pogodę, postanawiamy skończyć nasz dzisiejszy marsz w Sufczynie. Rozglądamy się zatem za dogodnym miejscem na rozbicie namiotu i tak natrafiamy na piękny trawnik pod remizą straży pożarnej. Jako że w budynku nikogo nie ma, zagadujemy miejscowego o możliwość rozbicia namiotu. Ten odsyła nas do sołtysa, który mieszka naprzeciwko. Sołtys nie ma nic przeciwko, do tego oferuje pierwszą pieczątkę na naszej trasie.

Namiot udaje nam się rozbić w ostatniej chwili – Sufczynę nawiedza obiecana burza z mocną ulewą. Deszcz będzie nam towarzyszył przez większość wieczoru. Nieoczekiwanie jednak pan sołtys zaprasza nas do siebie, oferując pyszny domowy rosół i coś na rozgrzanie po burzy. Spędzamy tam bardzo miłe i wesołe chwile, a na koniec otrzymujemy ogromny zapas jedzenia w puszkach – korzystamy tylko z części, inaczej nasze plecaki byłyby nie do podniesienia. Dzięki panu sołtysowi Sufczyna już na zawsze pozostanie w naszych sercach 🙂

Rosół
Mmmmm, domowy rosołek 🙂

Niebieski Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie – dzień 4

Ojjj, po poprzednim wieczorze ciężko się wstawało… Na szlak wyruszamy dosyć późno, a początkowe porządne podejście nie jest przez nas mile witane 😀 Aha, szlak na apce oczywiście wskazuje złe miejsce wyjścia z wioski – to znajduje się jeszcze za budynkiem OSP i domem sołtysa. W każdym razie, po pokonaniu wzniesienia, docieramy do Huty Brzuski.

Wieś powstała w XVIII wieku, jako osada dla robotników pracujących w hucie szkła w niedalekiej Brzusce. Tutaj również widać znaczne zniszczenia po powodzi. Naszą uwagę zwracają stare chaty, które tworzą naprawdę sielską atmosferę – aż dziw, że raptem 3 tygodnie wcześniej w wiosce rozegrał się powodziowy dramat. Dodatkowo mijamy kościół, który wygląda… dosyć osobliwie 🙂

Huta Brzuska
Huta Brzuska – oryginalny kościół

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, na szlaku spotkaliśmy tablice informujące o niebezpieczeństwie spotkania z niedźwiedziem. Dodatkowo pan sołtys potwierdził, że rzeczywiście w okolicy kręci się misiek. I tak, po wyjściu z Huty, w zaroślach przed nami usłyszeliśmy lekką kotłowaninę. Jeśli chodzisz trochę po górach i lasach, z pewnością wiesz, jak zazwyczaj zachowują się dzikie zwierzęta – widząc lub słysząc człowieka, zwyczajnie uciekają. W tym przypadku jednak coś o dużych rozmiarach zupełnie nie zamierzało się oddalić. Co to było? Ciężko powiedzieć, po chwili hałasy ustały, a po domniemanym misiu nie było śladu.

Na Olszany!

Ogólnie odcinek z Huty do Krzeczkowej jest bardzo przyjemny – szeroka droga, początkowo piękne widoki na okolicę, a następnie przyjemny spacer po lesie (poza ciągłym napięciem spowodowanym możliwością spotkania niedźwiadka). I oczywiście szlak, który nie zgadza się z tym w aplikacji. Generalnie należy trzymać się cały czas głównej drogi, mimo że apka próbuje nas przekonać do skrótu 🙂

Po drodze zwiedzamy niecodzienną atrakcję – Mur Krzeczkowski, czyli osuwisko z odsłonięciem warstw geologicznych, zbudowanych z tzw. fliszu karpackiego. Przed milionami lat znajdował się tutaj zbiornik morski, zwany Oceanem Tetydy. Przy dokładniejszej penetracji Muru, znaleźć można skały z pozostałościami morskich stworzonek żyjących w tamtych czasach.

Ule pod Murem Krzeczkowskim
Ule pod Murem Krzeczkowskim

W Krzeczkowej robimy sobie dłuższy postój w altance przy Świetlicy Wiejskiej i uzupełniamy zapas wody w jednym z gospodarstw. Do naszego dzisiejszego celu, czyli Olszan, już coraz bliżej, prognozy jednak znowu straszą burzą. Co zrobić, trzeba zbierać się na dalszą wyprawę. Przy opuszczaniu wioski trzeba naprawdę uważać, żeby nie przeoczyć odejścia szlaku od głównej drogi. Tutaj akurat aplikacja sprawdza się znakomicie i pomaga namierzyć totalnie zarośnięte i zupełnie niewidoczne odbicie. A więc znowu przedzieranie się przez kłujące krzaki, błoto, zwalone drzewa i gałęzie drzew. Nagrodzone jednak kolejnymi przyjemnymi widokami 🙂

Chcesz być wyspany? Rozbij namiot przy Koronie Olszany

Mocno umordowani docieramy do Olszan, gdzie decydujemy się na rozbicie namiotu przy… boisku piłkarskim miejscowej Korony 😀 I znowu mamy szczęście, gdyż udaje się zdążyć przed deszczem. A i burza nas tym razem oszczędza i przechodzi bokiem. Do zamkniętego domu weselnego „U Raczka” zajeżdża na chwilę właściciel i po krótkiej rozmowie pozwala nam na skorzystanie z łazienki i toalety, gdzie możemy załatwić najważniejsze potrzeby. Dodatkowo, jego synek przynosi nam do namiotu siatkę pełną dobroci – owoców, ciastek i surówek. Pięknie dziękujemy za pomoc! Kolejny wspaniały gest od ludzi napotkanych na szlaku 🙂

Pyszności
Otrzymane pyszności 🙂

Dodatkowo, nieco poza szlakiem znajduje się sklep, do którego udajemy się już bez plecaków. Zwiedzamy też cerkiew św. Michała Archanioła, wybudowaną w 1924 roku i użytkowaną teraz przez kościół katolicki. Resztę dnia spędzamy na odpoczynku, konsumpcji gołąbków z Sufczyny i planowaniu trasy na kolejny dzień. Ma być przyjemnie, płasko i wzdłuż Sanu – jeszcze nie wiemy, że będzie zupełnie inaczej 😀


Czytaj dalej: Szlak Karpacki – Pogórze Przemyskie (część 2)


Jeśli artykuł Szlak Karpacki: Pogórze Przemyskie (część 1) Ci się spodobał, zachęcamy do pozostawienia komentarza – będziemy wiedzieć, że tworzenie takich treści ma sens! Zapraszamy również na nasz profil na Facebooku i Instagramie – staramy się tam na bieżąco umieszczać zdjęcia i relacje z naszych podróży. Kto wie, może znajdziesz tam inspirację na Twoją kolejną wycieczkę?

Poniżej nieco więcej zdjęć z tego etapu Szlaku Karpackiego:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *